20 listopada
Przed CK Zamek jeszcze prawie nic się nie dzieje. Kończy się konferencja 'Demokracja w Polsce a problem mniejszości'. Wyglądamy przez okna. Ludzie przynoszą doniesienia o 'łysych' w mieście, o demonstracji Młodzieży Wszechpolskiej i o wykrzykiwanych tam hasłach - 'Pedały do gazu', 'Obóz pracy dla lesbijek', 'Gejowskie szczury adoptujcie knury' i innych. Osoby zgłoszone do służb porządkowych dostają zielone opaski na ramię. Wychodzimy z zamku, zaczynają gromadzić się ludzie. Rozwijamy bannery i plakaty. Na ulicy Św. Marcin gromadzą się chuligańskie bojówki, a także zwykli gapie.
Zaczynamy od przemówień, po kilka słów mówią organizatorzy, o głos prosi również przedstawiciel Stowarzyszenia Bezrobotnych Niepełnosprawnych oraz Szymon Niemiec. Wreszcie ruszamy! Na czele 'idzie' wielki banner z hasłem Dni Równosci i Tolerancji - 'Różni, ale równi', za nim następne: 'Każdy należy do jakiejś mniejszości', 'Wolne kobiety, wolni mężczyźni, wolny świat' i inne. Na plakatach pojawiają się teksty, m.in. 'Homo znaczy czlowiek', 'Kto się boi lesbijki?", 'Kopernik była lesbijka'. Kilkaset osób - uczestników Marszu - przechodzi przez ulicę Święty Marcin na druga stronę. Pojawia się coraz więcej chuliganów i coraz więcej policji. Skandują 'wypier...alać!'.
Policja każe nam się zatrzymać. Potem ruszamy, przechodzimy kilka kroków i znów każą nam stać, bo z Gwarnej wybiega kolejna agresywna banda pseudokibiców. Są tam również członkowie Młodzieży Wszechpolskiej. Z nami idą anarchiści, którzy wcześniej obiecali nam, że zrobią wszystko, by nikomu z uczestników Marszu nic się nie stało. Krzyczymy wspólnie: "Precz z faszyzmem". Dochodzi do starcia chuliganów z kordonem policji. W stronę uczestników marszu lecą jajka, kamienie, butelki, petardy, cytryny i pomarańcze. Kilku agresywnych napastników policja zgarnia do radiowozów. Kilku uczestników Marszu dostaje jajkami, jakaś dziewczyna płacze. Nie wiemy dokładnie ilu jest napastników, ale wydaje się, że sporo. Zostali zmobilizowani ulotkami rozdawanymi poprzedniego dnia po meczu Lecha.
Marsz stoi. Policjant dowodzący akcją mówi, ze nie są w stanie zapewnić nam bezpieczeństwa, ze jeśli nie chcemy się rozejść, to możemy się cofnąć pod zamek i tam kontynuować 'stacjonarną' pikietę. Policjanci tworzą zwarty kordon w poprzek ulicy. Cały czas skandujemy hasła - 'Świat dla wszystkich', 'Każdy inni wszyscy równi', 'Tolerancja', 'Demonstracja pokojowa'.
Wobec nacisków policji decydujemy się zawrócić. Radiowozy tworzą nam 'korytarz', którym przedostajemy się bezpiecznie na plac przed Zamkiem. To miejsce próbuje zająć Koliber, głosząc hasła o dyskryminacji nienarodzonych (ze względu na wiek) i o grzechu sodomii, a także o tym, ze 'Równość, ale stawek podatkowych'. To ugrupowanie od początku dążyło do sprowokowania nas. Kiedy jego członkowie wchodzą w tłum demonstrantów i wykrzykują swoje hasła (głównie przekręcając nasze), policja wyprasza ich na druga stronę. Kontynuujemy pikietę, a policja cały czas nawołuje nas do rozwiązania demonstracji, na co nie chcemy się zgodzić.
Szczelny mur policjantów oddziela chuliganów od demonstrantów. Co jakiś czas tylko dolatuje jakieś jajko. Krótkie przemówienie wygłasza Magda Mosiewicz, współprzewodnicząca Zielonych, a także inni organizatorzy. Policja wciąż prosi nas o rozwiązanie demonstracji, o zwijanie bannerów. Przestrzegamy, żeby nie rozchodzić się pojedynczo, że w kierunku Ronda Kaponiera ulice są bezpieczne, ze manifestacja wciąż trwa. Jednocześnie czujemy, że znaleźliśmy się w sytuacji patowej. Ludzie zaczynają się bać. Iza Kowalczyk mówi, ze nasza demokracja jest jak od Zamku do ulicy Kościuszki, gdzie udało nam się dojść - nie starcza jej do Starego Rynku.
Wśród demonstrantów są również ludzie z dziećmi, kilka osób starszych, dziewczyna na wózku. Wszyscy skandują 'demokracja, tolerancja'.
Ludzie powoli zaczynają się rozchodzić. Cześć bannerów jest już zwijana. Wciąż ktoś przychodzi i mówi, gdzie znów gromadzą się pseudokibice, ale policja ma ich raczej pod kontrolą. Tuz przed 16 dziękujemy wszystkim uczestnikom, nawołujemy do spokojnego zachowania, do chodzenia w niewielkich grupach i oficjalnie kończymy demonstracje.
Zaaresztowano 10 chuliganów. Wielu wylegitymowano, policja zapewnia, ze mają obraz z kamer umieszczonych na Św. Marcinie i winni zamieszek zostaną ukarani. Po stronie demonstrantów kilka osób oberwało jajkami, poza tym nie było strat. Chuligani zniszczyli radiowóz i samochód TVP, pobili tez dwóch dziennikarzy.
Marta Jermaczek